piątek, 26 maja 2017

Feniks

Czemuś me oczy zraniła, Nadziejo?
Czemuś me oczy na wylot przeszyła?
Czemuś po mnie wtedy przybyła?
O nieszczęsna Nadziejo.
Nieszczęśliwy ja, Feniks,
którego na kowadło losu rzuciłaś,
którego bolące serce na wskroś przekłułaś,
któremu młotem rzeczywistości skułaś oczu onyks.
Słyszysz przepełnione żałością echo mego lamentu?
Słyszysz otchłań zdławioną pustką?
A może tyś tylko oszustką?
Szumem labiryntu?
Pozostaw me serce jednakie.
Przybierz kształt smakowitej iluzji,
lecz nigdy więcej nie wołaj okrutnej abrazji,
a odchodząc, weź wspomnienie nader cierpkie.

piątek, 12 maja 2017

Zatracona w miłości

Stale błądzę nocą,
uciekając przed tobą z całą mocą.
Przyglądam się twym maskom na twarzy,
odkąd tylko krążę wśród zawiłych korytarzy.
Widzę twoje usta wygięte arogancko,
kiedy to witasz mnie szarmancko.
Zatracam się w twych kruczych oczach,
gdy bezsilność odbija się w owych tunelach.
Zdaje się, że łączy nas zbyt wiele pragnień,
ale dzieli o wiele więcej wspomnień.
Więc jedynie nad swym losem wzdycham,
bo szczerze kocham.

piątek, 28 kwietnia 2017

Peleryna Peverella

~*~
Otulone płaszczem nocy szkolne błonia kąpały się w srebrzystej poświacie księżyca, kiedy to skłębione, ciężkie chmury pojawiły się nad horyzontem. Zaczęły zasnuwać kolejne partie nieba, przesłaniając gwiazdy, a rozbłyskujące co chwilę w oddali błyskawice zwiastowały nadchodzącą burzę. Podczas gdy wiatr hulał i szarpał bezlitośnie koronami drzew – pozostawiając bezlistne gałęzie – gdzieś na wzgórzu majaczyło w mroku osobliwe zamczysko.
Nim jednak spadły pierwsze krople deszczu, huk grzmotów poniósł się po terenie Hogwartu, napawając strachem jego mieszkańców. Choć z zewnątrz ponury, w wewnątrz – przytulny. Przyjazna aura otulała zewsząd korytarze z kamiennymi podłogami pokrytymi wciąż pięknymi czerwonymi wykładzinami, a w powietrzu rozbrzmiewało echo głosów dostojnych postaci ze zdobiących ściany portretów.
Płomienie pochodni rzucały blask na wypolerowane zbroje.
Ni stąd, ni zowąd niektóre ogniki pogasły, a zza pobliskiego zakrętu wyłoniła się ludzka sylwetka. Za ową postacią powiewała ciemna jak oczy jej właściciela peleryna, która przypominała w tym momencie wielkie skrzydła kruka. Niebawem czarodziej się zatrzymał, szelest ustał, a on sam nieporuszony począł wpatrywać się w dal, dopóki zza pobliskiego rogu nie wynurzyła się niska szatynka.
— Panna Granger? — Niejeden, słysząc chłód w jego głosie, nie potrafiłby sklecić poprawnie zdania, mało tego – zamarłby w miejscu ze strachu. Ona jednak nadal się uśmiechała i patrzyła, jak uniósł brwi, udając zdziwienie. — Formalnie mamy jeszcze ciszę nocną, więc nie ma pani prawa przebywać poza wieżą Gryffindoru.
— Przestań się zgrywać, Severusie — mruknęła, uderzając go dłonią w pierś. — Za dwa miesiące kończę szkołę. — Tupnęła ledwie dostrzegalnie nogą niczym małe, zranione zwierzątko, wywołując tym jego śmiech. Kiedy już się uspokoił, schylił się nieznacznie, po czym wtulił twarz w jej puszyste loki.
— Tym razem jestem w stanie przymknąć na to oko — szepnął, a ciepły oddech musnął jej delikatny płatek ucha. — Niemniej jednak musisz się jakoś zrewanżować. — Uśmiechnął się tajemniczo.
Cisza otuliła ich swym szalem, przytuliła ich serca z uczuciem, tak że zapomnieli o całym świecie. Jedynie stali i chłonęli tę chwilę jak najdłużej mogli, jakby martwili się o nadchodzącą przyszłość. Nic dziwnego, bowiem po chwili ich obawy urzeczywistniły się…
Pobliska zbroja zachwiała się na swoim postumencie i runęła, a wraz z nią trzymany w metalowych rękawicach miecz. Przypadkowo broń zawadziła o skraj peleryny-niewidki i tak oto Harry i Ron dosłownie znikąd pojawili się przed Severusem i Hermioną.
Policzki Rona przybrały szkarłatny odcień i choć wydawałoby się, że ze wstydu, to Weasleyowi w tym momencie daleko było do zakłopotania.
— Hermiono — zaczął nienaturalnie wysokim tonem — jak mogłaś nas przez ten cały czas okłamywać? — Z sekundy na sekundę Ron coraz bardziej przypominał dorodnego pomidora.
— Ron, nie wydaje mi się, bym musiała ci się tłumaczyć — oznajmiła, spoglądając prosząco na Harry’ego.
— Och, nie wydaje ci się! Uważasz, że nie warto nam było powiedzieć o tym, że pieprzysz się ze śmierciożercą?
Płaszcz Severusa zaszeleścił i zanim ktokolwiek zdążył coś zrobić, różdżka Snape’a boleśnie wbiła się w szyję Ronalda Weasleya.
— Nie sądzę, by to było rozsądne, obrażać moją narzeczoną — warknął, a stojący w pobliżu Harry pozieleniał z zaskoczenia i momentalnie złapał się ramy obrazu – w przeciwnym wypadku upadłby. — A teraz zejdź mi z oczu, Weasley, i zabierz ze sobą tego niedojdę, Pottera.
Znikli w mgnieniu oka, pozostawiając ich ponownie samych.
— Severusie! 
Zlustrował ją jedynie spojrzeniem, gdyż doskonale wiedział, że nie zdoła w żaden sposób powstrzymać jej wywodu. 
— O, co to, to nie! Na pewno nie będziesz decydował za mnie. — Jednak więcej słów nie padło już z jej ust, bowiem Severus wykorzystał je w innym celu.
— A teraz pozwól, że wynagrodzę ci dzisiejszy dzień…
~*~

piątek, 7 kwietnia 2017

Flirt

~*~
— Hej, śliczna! — zagaił szarmancko, zakręcając na palcu jeden z jej „loków”.
— Co ty wyprawiasz, Smoku? — zapytał wchodzący Zabini.
— Rozmawiam z tą przeuroczą dziewczyną, Granger. — Uśmiechnął się, a w jego oku pojawił się błysk. — A teraz, jakbyś mógł, to wyjdź i nam nie przeszkadzaj — dorzucił ostro, po czym odwrócił się do Zabiniego plecami. — Na czym stanęliśmy, słonko… Ach, tak. Co powiesz na piątek?
Mówiąc to przybliżał się coraz bardziej, aż w końcu przywarł do niej ustami.
— Malfoy, przecież to mugolski mop! — krzyknął przerażony Blaise, gdy Draco odskoczył od kawałka rurki ze szmatą, plując i wycierając się chusteczką zniesmaczony.
— Dzięki, Diable, teraz to na pewno się ze mną nie umówi — krzyknął, zatrzaskując za sobą drzwi.
Na drugi raz będę musiał znaleźć bardziej ustronne miejsce i dobrze wyparzyć mop – zapisał w pamięci, otrząsając się na niemiłe wspomnienie.
— Że też akurat musiała go przedtem używać sprzątaczka. — Walnął pięścią w stół, a następnie złapał piłkę do kosza. — Ale teraz już jesteśmy sami. Nieprawdaż, Granger? — mruknął, malując szminką na piłce czerwone ust.
~*~
 

piątek, 31 marca 2017

Chimera

~*~
Posępny, kamienny krąg wynurzał się z ciemnej niczym zimowy las nocy, kiedy to przybrzeżny most pławił się w jasnej poświacie księżyca, a niebo bezustannie przedzierały ogromnych rozmiarów błyskawice. Nim jednak zabrzmiał pierwszy donośny huk, z ociężałych chmur poleciały wielkie jak ziarna grochu krople deszczu. Ponadto w oddali zarysowała się osnuta mrokiem sylwetka człowieka.
Za ową postacią ciągnęła się czarna jak noc peleryna. Porywisty wiatr bezlitośnie miotał jej postrzępionymi końcami. W swym łopocie przypominała wielkie skrzydła drapieżnego kruka, chroniące go przed wszelkim niebezpieczeństwem. Zgubna zdawała się być ich moc, skoro ich właściciela spotkał straszliwy los…
Niebawem zarys ludzki stał się znacznie bardziej wyrazisty, by wnet u podnóża ogromnego zamczyska rozpłynąć się niczym kamfora; wycieńczony osobnik upadł, uderzając o lód najpierw kościstymi kolanami, a następnie resztą ciała. Szkarłat stopniowo rozlał się wkoło, tworząc wyraźny kontrast z lecącym, teraz wprost z nieba, śnieżnobiałym puchem.
 Kończynami i głową mężczyzny wstrząsały silne drgawki, mięśnie wyraźnie się napinały, ponadto przez organizm płynęła nieznana, promieniująca ciepłem energia. Początkowo wydawała się być przyjemna, lecz poczęła przeradzać się w piekący ogień,  naruszający układ nerwowy. Ból wręcz rozpruwał go od środka, podczas gdy z zewnątrz wciąż trząsł się jak osika. Powoli, jakby stopniowo, jego czynności życiowe zanikały.
Chciał umrzeć – by ból ustał. By ciężar tkwiący głęboko w sercu zniknął. By definitywnie wszystko się zakończyło. Pragnął zgasnąć czym prędzej, raz na zawsze. I wydawałoby się, że powitalne ramiona Śmierci są już blisko, aczkolwiek coś wciąż go powstrzymywało… Nawet w chwili agonii nie potrafił o niej nie myśleć.
Będąc w pewnym amoku, uchylił nieznacznie powieki i ewidentnie obsydianowe tęczówki napotkały na inne, równie puste i pełne smutku… Prześladowała go w postaci chimery.
— Panie profesorze? — Dobiegł go żałośnie piskliwy głosik. — Severusie? Słyszysz mnie?
Nieznacznie poruszył ustami, jednak żadne słowo ich nie opuściło.
— Niech pan nic nie mówi, profesorze — powiedziała, po czym otarła jego czoło z lśniących kropel potu. Niezwłocznie uniosła drżącą dłoń z różdżką i poczęła machać nią tuż nad nim, a krew zaczęła wracać do ciała okrytego peleryną.
— Nie odchodź. Nie teraz. Nie, kiedy jesteśmy razem.
Zbliżyła usta ku jego zakrwawionej twarzy i pocałowała go w akcie determinacji.
— Nowa… wersja… pocałunku… dementora? Nie… jesteś… straszydłem, Granger. — Nieznacznie uśmiechnął się i starł z jej policzka błyszczące w świetle księżyca łzy.
— Wypij, Severusie — rozkazała, przykładając do jego ust buteleczkę ze złocistym płynem.
Bez cienia wahania opróżnił zawartość, co więcej zamknął na dobre powieki i odpłynął w krainę Morfeusza, choć tam już jej nie spotkał. Była jakby za mgłą, przez którą Severus nie potrafił się przedostać… I iluzja – bynajmniej niebędąca iluzją – przepadła.
~*~
 

czwartek, 23 marca 2017

Krwawa róża


Wiatr unosi mnie z wolna,
upadam.
Jasna poświata okala mnie,
porywa w głębiny.
Nie potrafię odejść bez niego,
zatrzymuje mnie.
Zapuszczam korzenie,
jednocześnie popełniam głęboki grzech.

Obserwatorzy

Theme by Lydia | Land of Grafic